
Ochrona przed hakeramiDruga sytuacja (dość głośna w ubigłym roku), dotyczy środowiska hakerów, gdy to haker pisze wirusa, który rozsyła się samoczynnie przez pocztę na komputery użytkowników i czeka na "godzinę zero". Wirus sam się zmienia, więc jest trudny do wytropienia i zatrzymania. Gdy nadchodzi odpowiedni czas wszystkie zainfekowane komputery zaczynają w jednej chwili bombardować rządowy serwer pingami (są to pytania, które zmuszają serwer do odpowiedzi w jak najkrótszym czasie, niegroźne). Zapytań jest tak dużo, że po kilku minutach serwer zostaje przeciążony, dodatkowo są one odpowiednio spreparowane i zamiast wracać do komputera, który je wysłał serwer przesyła kolejne sam do siebie. Administrator musi wyłączyć serwer i poczekać aż wirus zniknie z Internetu, musi się liczyć z tym, że będzie to następowało stopniowo (serwer po włączeniu będzie bardzo przeciążony, gdyż zarażone komputery dalej będą go bombardować). Jednak haker popełnił błąd, jako cel bombardowań podał adres IP a nie DNS. Administrator przenosi stronę na inny serwer, zmienia przekierowanie na serwerze DNS i wszystkie ataki od tej pory są kierowane w nicość. W tej chwili zarejestrowanie domeny nie wymaga wielkiego wysiłku. |